16 cze 2016

Nasza historia - Jak się poznaliśmy?

Cześć Kochani! Dzisiaj przygotowałam dla Was post, którego w historii tego bloga nigdy nie było. Poznacie w końcu to czego pragniecie, odkąd pokazałam Wam chłopaka. Kilka wpisów wstecz dostałam komentarz od mojej czytelniczki na temat "wkręcenia" ukochanego w blogosferę. Ilu ludzi tyle opinii, nie chciałabym, aby MÓJ blog zamienił się w bloga typowo "couple", chce pozostać jednak osobną jednostką jaką jest GumiJagoda. Nigdy nie myślałam o pokazywaniu stylizacji swojego faceta, uważałam to za niepotrzebne lansowanie drugiej połówki. Nie lubię robić czegoś pod publikę i na siłę, chce być autentyczna w tym co robię. Długo zastanawiałam się czy chce, aby to co napiszę ujrzało światło dzienne, zdaje sobie sprawę, że wielu z Was uzna to za zbędne, druga część będzie zachwycona. Będąc w blogosferze od 2011 r. nauczyłam się, że NIGDY nie zadowoli się każdego. Z góry chcę przeprosić za wszelkie chaotyczne treści, aczkolwiek nie wiem, jak doskonale ubrać w słowa to co chce Wam przekazać. Otóż wpadłam na pomysł by przybliżyć swoim czytelnikom "naszą historię", którą tworzę wraz ze swoim chłopakiem. Wydaje mi się, że wypada najpierw przedstawić kogoś, kto miałby gościnnie występować w roli modela lub stworzyciela postów z męskiego punktu widzenia. A więc zaczynamy!

Pawła poznałam za pośrednictwem swoich starych znajomych, z którymi utrzymywałam kontakt w tamtym roku. Na początku nie zainteresowałam się zbytnio nowo poznanym "kolegą" ( w tamtym okresie nie brakowało mi męskiego towarzystwa). Banalnym krokiem było zaproszenie go do znajomych, już nie pamiętam dokładnie kto napisał pierwszy - czy byłam to ja czy on, nie jest to w tym momencie istotne. Tak się złożyło bodajże, że pisaliśmy ze sobą codziennie, ja z natury ciekawska bestia, obejrzałam jego wszystkie zdjęcia, które są widoczne na facebooku. Nie ukrywam - spodobał mi się wizualnie.  Wysoki, dobrze zbudowany blondyn o przepięknym uśmiechu - czego chcieć więcej? Na swoich urodzinach pod wpływem %% postanowiłam wykonać pierwszy krok, zadzwoniłam do Pawła, by umówić się na spotkanie, które defakto odbyło się parę dni później. Tak się złożyło, że oboje jesteśmy z kwietnia, dzieli nas różnica 5 dni, toteż postanowiłam zaopatrzyć się w prezent dla nowo poznanego chłopaka - otrzymał ode mnie różowego misia oraz choinkę zapachową - całość zapakowana była w papier z autami. Większość z Was pomyśli o tym "banał" miś przywieszka samochodowy - mogła się bardziej postarać. Nic bardziej mylnego - misiek jest dla nas symbolem, symbolem zawarcia znajomości - impuls, którym się kierowałam podczas pierwszych rozmów. Może to wydawać się głupie, ale Paweł przypomina mi wielkiego pluszowego misia, szczególnie, gdy się uśmiechnie. Każdy z nas ma jakieś dziwactwa. Po tym spotkaniu, w którym otrzymał prezent, widywaliśmy się niemal codziennie, mieliśmy masę wspólnych tematów, nawet rozmawialiśmy o tym, jak będzie wyglądać nasz dom. Dziwne, nieprawdaż? Po około 2 tygodniach dowiedziałam się, ze Paweł musi wyjechać na miesiąc do pracy w Toruniu, utrzymywaliśmy kontakt - telefony, smsy. Jednak odezwały się demony przeszłości i wyszło jak wyszło...

Kolejnym etapem naszego "docierania się" były spotkania na stopie koleżeńskiej, ponieważ, gdy mój obecny chłopak powrócić, ja zdecydowałam, że chce kogoś innego i chętnie pozostanę z Pawłem na stopie koleżeńskiej. Praktycznie codziennie widywaliśmy się wraz z naszymi znajomymi, wybieraliśmy się na wspólne wycieczki, a także imprezy. Wiedziałam jednak, że Paweł nie traktował mnie tylko jako koleżankę, nie zauważałam tego ponieważ moje myśli zajęte były czymś innym. Ludzie popełniają błędy, jednak ja jestem z tych, którzy niczego nie żałują, tak było w tym przypadku. Widocznie tak musiało być i czasu się nie cofnie. Po moim powrocie z Grecji otworzyłam w końcu oczy, nie wszystko potoczyło się tak jak chciałam z facetem, którego wybrałam wtedy. Po długich rozmowach z moim przyjacielem oraz koleżankami zaczęłam dostrzegać Pawła i to co dla mnie robił... Wiadomo, od października zaczynałam studia we Wrocławiu, chciałam się definitywnie odciąć się od Świdnicy, zacząć życie na nowo. I zaczęłam. Nie tak jak planowałam, widocznie los chciał inaczej.

Związek na odległość. Na poważnie zaczęliśmy się spotykać po moim wyjeździe do Wrocławia, zanim to się stało, postanowiłam przeprowadzić się do miasta w którym studiowałam, wynajęłam pokój na Nadodrzu, mieszkałam z współlokatorką, myślałam że wszystko się zmieni. Do rodzinnego miasta przyjeżdżałam tylko na weekendy. Czas wolny musiałam podzielić między mamą, znajomymi, pozostałą rodziną i Pawłem. Oboje jesteśmy typem człowieka, który w bardzo szybkim tempie przyzwyczaja się do drugiej osoby i tak było w naszym przypadku. W bardzo krótkim czasie staliśmy się sobie bliscy. Oczywiście w miarę możliwości Paweł odwiedzał mnie we Wrocławiu, ale to tylko kosztem zostania na weekend w wynajmowanym mieszkaniu. Na uczelni to nie było to, byłam nieobecna, nie integrowałam się z nowym towarzystwem, z jednej strony studia były moim przymusem z drugiej koniecznością. Kierunek, który obrałam bardzo mnie rozczarował, nudził mnie, przedmioty mi nie odpowiadały. Myślami ciągle byłam w rodzinnym mieście, myśląc co robi mój ukochany. Codziennie chodziłam podirytowana, nerwowa, nie mogłam się na niczym skupić, wracając do pokoju byłam przygnębiona, zamykałam się w swoim świecie nie chcąc z nikim rozmawiać. Oboje bardzo przeżywaliśmy tą na pozór małą odległość. Po nowym roku doszłam do wniosku, że czas coś zmienić.

Po zakończeniu pierwszego semestru na uczelni postanowiłam zrezygnować ze studiowania na Uniwersytecie Przyrodniczym we Wrocławiu. Wróciłam do rodzinnego miasta i do ukochanego, przez luty pracowałam w Reserved, później w Diversie, gdy stanęłam na nogi, zrezygnowałam z 12,5 godzinnej pracy w sklepie, zajęłam się blogiem i tak jest do dnia dzisiejszego. Staram się odkładać każdą złotówkę, którą zarobie na przyszłe jutro. Od końca stycznia jestem z Pawłem nierozłączna, spędzamy ze sobą każdy dzień, można by rzecz, że przejściowo mieszkamy już razem (Ci, którzy śledzą mojego snapchata wiedzą o co chodzi), jednak solidnie odkładamy na wspólny kąt, który defakto pojawi się niebawem, ale o tym będzie osobny post. Spokojnie! Wszystko w swoim czasie. Jesteśmy ze sobą dokładnie 8 miesięcy a śmiało mogę pokusić się o stwierdzenie, że jest wszystkim najlepszym co mnie w życiu spotkało. W końcu mam kogoś, z kim jestem na równi jeśli chodzi o kochanie. Nie boję się, że zostanę wykorzystana poprzez swoją łatwowierność. Nikt nie dał mi tak wiele i tak mało jak Paweł. Po raz pierwszy od x lat, dokładnie od lat czuję się kochana i wiem, że mogę liczyć na drugą osobę.

Mam nadzieję, że ten post przypadnie Wam do gustu i będziecie mieć jakiś obraz mojego związku, oraz tego jakim Paweł jest człowiekiem. W przyszłości planuje dodawać inne posty związane z nami. Natomiast jeśli chcecie śledzić nasze życie na bieżąco zapraszam na snapchata : gumijagoda oraz na nasze instagramy : gumijagodaa oraz mikoszpawel. W razie jakiś pytań oboje jesteśmy do Waszej dyspozycji.


19 komentarzy:

  1. wszystko przeczytalam :) jestescie oboje wspaniali

    http://karolinaslomka.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Przeczytałam cały wpis i jedyne, czego mogę Wam życzyć to wytrwałości! :) Ja jestem w związku od ośmiu lat, więc wiem, że miłość, zrozumienie jest zawsze, ale cierpliwość i wytrwałość do tej drugiej osoby czasami nam ucieka :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Paweł jest od ciebie młodszy czy jesteście w jednym wieku?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj zapomniałam o tym :) O rok młodszy.

      Usuń
    2. Mój narzeczony również jest ode mnie rok młodszy! Życzę wam dużo wytrwałości bo miłość już macie. Dbajcie o siebie kochani!

      Usuń
  4. sliczniutki ten twoj chlopak :) szczescia wam zycze, i trzymaj go przy sobie bo ktos inny sie jeszcze zaopiekuje :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Cieszę się, że trafiłaś na Pawła i jesteś z nim szczęśliwa. Każdy na to zasługuje :-)
    Obecność ukochanej osoby obok siebie jest jedną z najważniejszych wartości.
    Życzę Wam powodzenia w budowaniu kolejnych dni wspólnej przyszłości!

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo fajny wpis, przeczytałam jednym tchem i czekam na następne :) dobrze, że wszystko powoli zaczęło się u Ciebie układać! Szczęścia dla Was :)

    OdpowiedzUsuń
  7. To może Q&A na snapku?

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja czuje dokladnie to samo z moim chlopakiem, jestem najszczesliwsza :).

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja tez jestem szczęśliwa z moim . I życzę Ci dużo miłości . Słodkie zdjęcia kochana .
    MÓJ BLOG.>

    OdpowiedzUsuń
  10. Masz -,,,,,,,, - kilka przecinków, w razie gdyby ci ich zabrakło :)

    OdpowiedzUsuń
  11. rezygnacja z studiów ? bardzo dużo poświeciłaś w poprzednich notkach dało się odnieść wrażenie ze bardzo chciałaś mieszkać w wrocku :) nie żałujesz ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak zrezygnowałam ze studiowania dziennie na Uniwersytecie Przyrodniczym we Wrocławiu, jednak od października "wracam" na weekendy do Wrocławia na Dolnośląską Szkołę Wyższą.
      Owszem od zawsze chciałam mieszkać w dużym mieście - mieszkając 50 km od Wrocławia chciałam właśnie tam się przeprowadzić, lecz wiadomo życie pisze nam inne plany, czasami warto poświęcić błahą sprawę dla wyższego dobra i w tym przypadku tak było. Czasem wydaje mi się, że w rodzinnym mieście nie mam takim perspektyw jak miałabym we Wrocławiu, jednak to co zyskałam, rezygnując z Wrocławia zadowala mnie na tyle, że nie mam czego żałować.

      Usuń
  12. Najważniejsze, że się kochacie.
    Super post !!!

    Pozdrawiam Zocha
    http://www.zocha-fashion.pl/

    OdpowiedzUsuń
  13. Od naprawdę dawna czytałam Twojego bloga, ale ostatnio troszeczkę to zaniedbalam. Przypadkiem znów tu trafiłam i przyznam szczerze, że nareszcie czytając to zobaczyłam tą 'starą' gumijagode która pozanalam:) Życzę Wam szczęścia i wytrwałości.

    OdpowiedzUsuń

Każdy pozostawiony komentarz daje ogromną motywację ♥
#obraźliwe i wulgarne komentarze nie będą akceptowane#